Nie jestem psem asocjalnym. Przeciwnie, uwielbiam Was podglądać. Czasem po prostu kładę się w parku i obserwuję, słucham rozmów i wygłaszanych mądrości.
Może tego nie wiecie, ale jednym z największych problemów, jaki najczęściej przewija się w wielu dyskusjach, jest brak poczucia wolności. W zasadzie jątrzy to serca większości ludzi na różnych poziomach. Jedni nie znoszą na przykład zależności od swoich partnerów, rodziców lub rodzeństwa. Inni wyklinają na brak pieniędzy i związaną z tym zależność w pracy. Są wreszcie tacy, którzy uwikłali się w narcystyczną zależność od wizerunku własnego i związanego z nim piętna ciągłego udawania szczęścia.
W tym smutku ciągłych zależności wszyscy szukacie jakiejś odtrutki – któż bowiem nie chciałby być prawdziwie wolny? Radzicie sobie z tym na różne sposoby, np. niektórzy harują, bo liczą na to, że uwolnią ich dukaty, a inni podróżują, bo w trakcie podróży znikają wszystkie ograniczenia dnia codziennego. Metod jest bez liku, ale ostatnio uderzyła mnie jedna, która zdobywa coraz więcej wyznawców.
Nazwałabym ją metodą fałszywego poczucia wolności.
Wytwarza się ona w duszach osób, którym w poczuciu totalnej zależności od wszystkiego pozostaje już tylko odegrać ostateczną rolę „wolności absolutnej”. Taka wolność manifestuje się przekonaniem, że „już nic nie muszę”, a więc między innymi:
- nie muszę udawać przed nikim, że jestem kimś innym, niż jestem,
- nie muszę udawać przez nikim, że obchodzą mnie czyjeś opinie i sądy,
- nie muszę się dostosowywać, układać i poddawać obcym potrzebom.
Jest to szczególnie dobitnie widoczne obecnie wśród kobiet, którym się w ten lub inny sposób nie ułożyło w życiu i nie mogą znaleźć partnera (ale szerzej dotyczy to oczywiście wszystkich). Z każdym dniem nabierają one coraz więcej przekonania, że odzyskanie poczucia godności, wartości i względnego szczęścia musi się odbyć przez tak właśnie zaprojektowany proces „uwalniania”, który odrzuca zależność.
Tymczasem – i mówię Wam to z wielką troską – proces prawdziwego uwolnienia odbywa się w odwrotnym kierunku. Wolność jest zrozumieniem mechanizmów świata, zaakceptowaniem ich i dokonywaniem w ich kontekście wyborów, które byłyby zgodne z Waszymi potrzebami. Wolność to rozumienie wszystkich Waszych ograniczeń i słabości, to zgoda na to, że nie macie na wszystko wpływu, i że jesteście zależni od tylu rzeczy, że nikt nie jest w stanie ich policzyć.
Kiedy będziesz umiał/umiała zobaczyć siebie w takim kontekście i nie wydasz względem siebie negatywnej oceny, odzyskasz spokój i radość. Oddzielisz rzeczy, które możesz zmienić od tych, na które nie miałeś/miałaś wpływu. Uśmiechniesz się do siebie i – kto wie – może nawet siebie polubisz?
Nie słuchaj ludzi, którzy mówią, że nic nie muszą. Oni nie dadzą Ci tego, co może Ci dać tylko urealnienie. Każdy coś musi, choćby się zaklinał, że jest inaczej.

One Reply