Czytam dziś od rana posty ludzi, którzy zostawiają to, co złe, w poprzednim roku, a w tym, który właśnie się zaczął, będą się cieszyli nowym, wspaniałym życiem.
I wiecie, co? Życzę im dobrze.
Naprawdę, chciałabym, żeby to tak działało. Żeby płynące przez miliony lat w przestrzeni cząstki miały tę fantastyczną zdolność, by na gromkie “trzy, czte i ry!” resetował się cały stary, błędny i niechciany układ, a na jego miejsce rysował się ten wymarzony.
Chcieć, to móc – powiedzą znani coachowie.
Tylko że ja mam już ponad 11 lat i wiem, że ekscytacja kalendarzową zmianą – w ramach której ludzie myślą, że ich życie nabierze sensu – jest nie tyle śmieszna i głupia, co po prostu smutna.
Czyż nie? Jak marne i potworne musi być życie niektórych, by jedynej szansy w zasmakowaniu choć chwili radości szukać w litości miliardów molekuł, które ułożą się w piękną i dającą nadzieję mozaikę historii?
Zaprawdę powiadam Wam, dobrzy ludzie: nic się nie zmieni.
Nic się nie zmieni, jeśli jedynej nadziei będziecie szukali w magii, wierze i mitologiach. Entropia świata, jego przemożna siła robienia coraz większego bałaganu, dąży bowiem tylko w jednym kierunku. Tym kierunkiem jest przyszłość.
Tak, tak – jedyne, czego możecie być pewni w roku 2019, to jeszcze większy burdel w Waszym życiu. Będziecie marzyli o utopieniu swoich dzieci, Wasze samochody w leasingach będą dymiły, będziecie się jeszcze mocniej kłócili z małżonkami, Wasze mieszkania będą dążyły do stanu wymagającego remontu, psy zjedzą Wasze ubrania, niektórzy znajomi się odwrócą, a w pracy będziecie się użerali z tymi samymi (a może nawet większymi) kretynami.
Pod koniec roku 2019 znów zamarzycie, by to wszystko zniknęło. By się rozpuściło, rozsypało i okazało tylko dziwacznym snem. Zamarzycie, ale gdzieś w głębi wciąż najsilniej będzie rezonowało uczucie pustki i rozczarowania, które utopicie w winie z Biedronki lub mefedronie. Część z Was będzie w stanie oszukiwać się nieco dłużej – może nawet do trzech tygodni, w trakcie których odwiedzicie siłownię, rozpoczniecie dietę i zaczniecie lekturę Ulissesa, ale nie dłużej.
Nie dłużej. A kiedy już przyjdzie trzeci tydzień, wtedy wszystko to z rąk Waszych zmyje straszna fala beznadziei i pękną ramy wszystkich misternych obrazów, które w głowach sobie namalowaliście. I tak co roku.
Aż może, może któregoś roku zrozumiecie, że jedyny sens jest w stukaniu nosem rodziców, że się chce na dwór. I że w tym siła ogromna drzemie, co być może kiedyś objaśnię dokładniej.
Czas na sen. Dobranoc.
